[news'y] |

Dobrze napisze w skrócie o co mi chodzi: Lubię piwo, lubię koncerty, lubię akcje WOSP
Nie lubie gdy ktoś za pieniądze, które daje w jakimś celu - marnotrawi na cokolwiek innego. Nawet gdyby cel był równie dobry (Np. pomagamy bezdomnym, dokarmiamy ptaki etc...). Co by było jak za powiedzmy niewiele 100.000 organizatorzy urzadzili orgie, albo zdrowo popili? Pewno padło by pod moim adresem. A Ty co nie pijesz ;-). Również argumentacja, że ktoś inny bierze wiecej nie przekonuje mnie - bo ja powiem że jeszcze inni biorą mniej np.(Polsat 3% kosztów).

Heh, naprawde wielce zabawne jest, że myślicie iż jestem z Radia MaRyja LOL,Nie założe koszulki "Jestem woodstokowym bandyta - lubie taplać się w błocie" - bo tak ktoś sobie wymyślił. Nie uważam, że to jest KUL i OŁRAJT i OŁJEE. W tym roku nie dałem na WOSPa. Dawałem poprzednio. Samo zbieranie oceniam bardzo pozytywnie, może troche za małe dzieci nieraz zbierają. Poprzednio pisałem o 10% dla organizatorów, Poniżej zestawienia finansowe za 2001 i 2002 nawet ich nie komentuje. Może sie okazać że ktoś studiuje na Uniwersytecie i nie umie liczyć, albo Na Politechnice i nie umie czytać ;-)

11.01.2004 r., odbyła się kolejna edycja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Cel imprezy szczytny - wszyscy zbieramy pieniądze dla potrzebujących. Pieniądze zbierane są raz w roku. Sam pomysł jest "genialny". Każdy z darczyńców wrzuca z myślą o dzieciach prawda? Chyba nie ma osoby, która myśli "wrzuce 9zł na dzieci a 1 zł na woodstock",

Oznacza to, że pieniądze zebrane z kilku dużych miast rozpływają się. Gdzie? Najprawdopodobniej w Woodstokowym błocie... Dla porównania Polska Akcja Humanitarna działa cały rok - bez szumu, wrzawy i mediów - "akcja pajacyk" itp... Gdyby policzyć czas antenowy poświęcony na WOŚP, oraz prace setek tysięcy ludzi okazałoby się, że nie jest tak kolorowo, ale jak mawiał wokalista Queen - "Show must go on"...


Nie chcę tu w żaden sposób deprocjonować działań WOSP, Tylko podobnie jak wiele innych darczyńców chciałbym aby 100% datku szło na cel i nawet jeśli tylko 1% szedłby na inny cel, nie podobałoby mi się to.



Acha nie argumentujce wszystkiego pytaniem a byłeś? Nawet na pilegrzymkach do czestochowy ludzie piją piwo, nie musze chodzić żeby to wiedzieć. Mnie naprawde Woodstock nie przeszkadza. Chce jade - nie to nie.

W każdym normalnym kraju leczeniem dzieci zajmuje sie państwo i dba o to by były na to pieniądze, a nie pcha pieniadze do własnej kieszeni.

Prawda jest takam, że to ja przez 11 lat dawałem na WSOP, anonimowo i nie stłem i nie krzyczałem "Ludzie Patrzcie Jaki Jestem Zajebisty", Nie ukradłem nikomu puszki itd...

Należy pomagać ludziom.




Osób potrzebujących jest wiele, na szczęście jest wiele organizacji pomoagających, Sprawdz SAM kto komu i jak pomaga:

caritas | PAH | POLSAT | PBB | PCK |









Linki do kilku z kilku tysiecu fundacji i organizacji filantropijnych w Polsce

Akademia Rozwoju Filantropii w Polsce
http://www.filantropia.org.pl/

Caritas Polska
http://www.caritas.org.pl/

Fundacja Bankowa im. Leopolda Kronenberga
http://www.kronenberg.org.pl/

Fundacja Braci Śniadeckich
http://qukis.if.uj.edu.pl/~sniadecki/

Fundacja dla Polski
http://www.fdp.org.pl/

Fundacja Dobroczynności Atlas
http://www.atlas.com.pl/atlas/index.htm?7

Fundacja Edukacyjna Przedsiębiorczości
http://www.fep.lodz.pl/

Fundacja Episkopatu Polski „Dzieło Nowego Tysiąclecia”
http://www.dzielo.pl/

Fundacja Francja-Polska
http://www.affp.org/

Fundacja Friedricha Eberta
http://www.feswar.org.pl/

Fundacja im. Dr Mariana Kantona
http://www.pekao.com.pl/bank4.xml?/sid=14/lang=PL/701112-929227-57743

Fundacja im. Konrada Adenauera
http://www.kas.pl/

Fundacja im. Stefana Batorego
http://www.batory.org.pl/

Fundacja Instytut Spraw Publicznych
http://www.isp.org.pl/

Fundacja Jolanty Kwaśniewskiej "Porozumienie bez Barier"
http://www.j.kwasniewska.aid.org.pl/

Fundacja J&S Pro Bono Poloniae
http://www.jsprobono.pl/

Fundacja Kultury
http://www.fundacjakultury.pl/

Fundacja Ludgardy i Jerzego Buzków na Rzecz Rodziny
http://www.rodzina.gliwice.pl/

Fundacja na rzecz Nauki Polskiej
http://www.fnp.org.pl/

Fundacja na rzecz Rozwoju Polskiego Rolnictwa
http://www.fdpa.org.pl/

Fundacja Partnerstwo dla Środowiska
http://www.epce.org.pl/

Fundacja POLSAT
http://www.fundacjapolsat.org.pl/

Fundacja Polska Akcja Humanitarna
http://www.pah.ngo.pl/

Fundacja Pro Publico Bono
http://www.propublicobono.pl/

Fundacja Radia Zet im. Andrzeja Wojciechowskiego
http://www.radiozet.com.pl/fundacja.html

Fundacja Ronalda McDonalda
http://www.frm.org.pl/

Fundacja Rozwoju Demokracji Lokalnej
http://www.frdl.org.pl/

Fundacja Tygodnika Polityka
http://polityka.onet.pl/stypendia1.html.php3

Fundacja TVN
http://www.tvn.com.pl/fundacjatvn.htm

Fundacja Warta
http://www.warta.com.pl/dynamic/common/Artykul.jsp?aid=12071&active=246

Fundacja Wspomagania Wsi
http://www.fww.org.pl/

Fundacja Wspólna Droga
http://www.unitedway.org.pl/

Fundacja Współpracy Polsko-Niemieckiej
http://www.fwpn.org.pl/

Helsińska Fundacja Praw Człowieka
http://www.hfhrpol.waw.pl/

Ogólnopolska Fundacja Edukacji Komputerowej
http://www.ofek.waw.pl/

Polska Fundacja Dzieci i Młodzieży
http://www.pcyf.org.pl/

Polska Fundacja Upowszechniania Nauki
http://www.pan.pl/pfun

Polsko-Amerykańska Fundacja Wolności
http://www.pafw.pl/

Polsko-Amerykański Fundusz Pożyczkowy Inicjatyw Obywatelskich
http://www.pafpio.pl/

Polsko-Niemiecka Współpraca Młodzieży
http://www.pnwm.org/

Regionalne Centrum Ekologiczne na Europę Środkową i Wschodnią
http://www.rec.org.pl/

Trust for Civil Society in Central and Eastern Europe
http://www.trust.org.pl/

Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy
http://www.wosp.org.pl/



rok 2002 rozliczenie ->zobacz na co ida pieniadze dla dzieci
rok 2001 rozliczenie ->zobacz na co ida pieniadze dla dzieci
to sa informacje z oficjalnej strony WOSP - pozostalych lat nie ma ...



W tym roku NIE DAŁEM na Orkiestrę. Będę prawdopodobnie akurat tą, co 10 osobą, która miałaby sponsorować WOODSTOKowe bałwochwalstwo.


Jak mawia prezes zarządu - RÓBTA CO CHCETA !



Zdjęcia poniżej oczywiście celowo dobrałem tak by nie było propagandy sukcesu Jak to jest fajnie i że z rodzicami najlepiej przyjechać ...
email:wielkasciema@piwko.pl





Ciekaw Jestem ile pieniedzy w tym jednym dniu zostalo wystrzelone do nieba? W moim miesicie pod ratuszem 15 minut walily nie byle jakie race szly w Warszawie tez... Co można jeszcze głupiego zrobić dla Jurka? "Zakładamy różowe okulary i włączamy wszystko to, co wyprodukuje nam światełko oraz kierujemy te urządzenia w kierunku nieba!!!!! Cel? Rekord Guinnesa w patrzeniu na świat przez różowe okulary i przypomnienie kosmitom, że to, co się rozpoczęło dwanaście lat temu jeszcze nie zginęło i po kres trwać będzie, a nawet jeden dzień dłużej!!!!" Mam nadzieję że ktoś liczy koszty petard, i np potem można powiedzieć 100 dzieisęcioletnim wolontariuszkom: "Dziewczynko cały dzień chodziłaś na mrozie żeby pomóc malutkim dzieciom, ale świat dorosłych jest inny i bez tych światełek dla kosmitów ten dzień nie byłby taki wspaniały. Ale zapraszamy za rok a latem na zabawę na Przystanek"

p.s.:Polska to zakłamany kraj. Już samo to, że publicznie głoszę, iż w tym roku nie dam na Orkiestrę powoduje ocenę mojej osoby. Mam 30 lat, przez kilka lat z rzędu dawałem na WOSP. Chociaż zachowanie Jurka Owsiaka zawsze uważałem za wieśniackie i kiepskie, (sposób zachowania, dobór muzyki, ubiór) o tyle to co robił było przez mnie oceniane dobrze. Teraz dowiaduje sie że Diament ma skazy i w tym roku nie dam nic, może zmienie moje podejście w przyszłym roku. Tylko świnia nie zmienia poglądów. Wpisujcie sie do księgi i głosujcie na ankiete. Muszę myśleć i czuć jak chce Jurek Owsiak, Jak chce tłum, mam razem z nim taplać się w błocie ... Sam nie bede głosował - nie miało by to najmniejszego sensu.
Czy jak przez 11 lat dawałem a w tym roku nie dałem czy mogę sie cieszyć, że udało się uzbierać? Pewno że mogę, nie muszę sie pytać nikogo, dziękuję wszystkim w ktaju i za granicą za wielkie serce, nie myślcie że ktoś zasługuje na jakieś słowa uznania, największe słowa uznania dla 100.000 wolontariuszy równie drugie tyle dla darczyńców.
Można podziękować też tym, którzy szczerze byli zaangażowani w impreze, a wiec zespoły, artyści itd... itp.... Nie mogę zapomnieć również o Jurku - to on uczestniczył w realizacji tego projektu


Piekna impreza, mimo wszystko mam jakis niesmak echh....


Różne informacje o Jurku Owsiaku - bez mojej ingerencji


Oficjalne stanowsiko prezesa WOSP

"Kulisy"


No i odbiło Jurkowi
Jerzy Owsiak przegiął


Jeśli szybko nie rozgoni ciągnącego się za nim smrodu, incydenty podczas tegorocznego Przystanku Woodstock w Żarach mogą być początkiem końca fenomenu Wielkiej Orkiestry.


KRZYSZTOF SZWAŁEK  2003-08-18




Zwolennicy Jerzego Owsiaka przecierają oczy ze zdumienia. Internet aż kipi od komentarzy. Idol, który przez lata ich wzruszał i zachwycał, zaczyna zachowywać się tak, jakby woda sodowa uderzyła mu do głowy. Podczas tegorocznego Przystanku Woodstock zrobił wielki krok w kierunku utraty społecznego zaufania: szarpał się z kupcami, dziennikarzom utrudniał pracę, a część 400-tysięcznej widowni zniesmaczył nachalną reklamą swego filmu i spotami emitowanymi na telebimach.

Prasowe relacje z tych wydarzeń spowodowały eksplozję nienawiści i nieufności wobec twórcy Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Idol polskiej młodzieży niszczy to, co ma najcenniejsze: ludzkie zaufanie, pomoc mediów i poparcie młodzieży.

Wyciskał łzy

Na początku lat 90. Owsiak chwycił za serca miliony Polaków swą charytatywną inicjatywą. Wyciskał nie tylko pieniądze, ale i łzy: wzruszenia i radości. Lista sprzętu, w który wyposażył polskie szpitale, wystarczy, by postawić mu pomnik.

W życiu nie był ani wybitnym szczęściarzem, ani szczególnym pechowcem. Podobnie jak miliony młodych Polaków, miał problemy w szkole. W drugiej klasie technikum oblał polski, matmę i chemię. Po maturze zdawał na teologię, psychologię i malarstwo, ale nigdzie się nie dostał.

- Brałem relanium, podpalałem trawkę - przyznawał w wywiadach.

By wydostać się z wojska, symulował chorobę psychiczną. Trafił na leczenie do ośrodka dla schizofreników w Łomiankach, gdzie zapytano go: - Udajesz? To przestań, my ciebie z tego wojska wymiksujemy. I tak się stało - Owsiak został terapeutą.

Rzucił pracę, gdy poczuł, że jemu samemu pod sufitem też zrobiło się gorąco. Pracował jako konwojent zwierząt (również na rzeź), mył wagony, był rehabilitantem w ośrodku na warszawskiej Pradze. Pewnego dnia trafił do pracowni witraży, które stały się jego życiową pasją i źródłem całkiem sporych dochodów.

Do mediów po prostu się wepchał. Wszedł do studia Rozgłośni Harcerskiej razem z zaproszonym tam na wywiad Wojciechem Waglewskim, liderem zespołu VooVoo. Nikt go nie znał, ale Owsiak dorwał się do mikrofonu i zaczął tworzyć historie o tym, że jest właścicielem VooVoo. Po kilku dniach do radia zaczęły przychodzić listy do Owsiaka. Pojechał do radia, by na nie odpowiedzieć, a wtedy przyszły kolejne. I w ten sposób został radiowym prezenterem.

Jako dyrygent Wielkiej Orkiestry Owsiak zdobył zaufanie, bo potrafił świetnie dogadać się z młodzieżą.

- Wyglądam jak oni, myślę w ten sam sposób. Nakręcamy się wzajemnie -mawia.

Utrata kontroli

Gdy Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy odniosła sukces, Owsiak zorganizował polski Woodstock - najpierw pod Żarnowcem, później w lubuskich Żarach. Wydawało się, że nie ma dla niego przeszkód nie do pokonania, że niczego się nie boi i wszystko potrafi załatwić. Jak nie prośbą, to naciskiem w mediach. Ta pewność siebie dziś doprowadziła go na skraj przepaści. Stara prawda powiada, że trudniej jest utrzymać się na szczycie, niż na niego wejść. W tym roku Owsiak zaczął się chwiać.

Afera zaczęła się w środę, 30 lipca. Owsiaka wkurzyli kupcy, którzy rozstawili swoje kramy nie na polu namiotowym (musieliby wtedy zapłacić organizatorom festiwalu), ale tuż obok - po drugiej stronie szosy do Zielonej Góry. W oczywisty sposób żerowali na imprezie zorganizowanej przez Owsiaka, ale w świetle prawa pracowali legalnie. Owsiak nie chciał takiej konkurencji i swoim zwyczajem poszedł na rozmowę w cztery oczy. Kto kogo sprowokował - wyjaśnia policja. Efekt był taki, że na ziemi znalazło się ponad 200 par okularów.

To, że Owsiak nie jest ciepłą kluchą, wiadomo było, odkąd pojawił się na radiowej antenie. W wywiadach przyznawał, że jako brzdąc biegał po gdańskich ulicach i wybijał okna w mieszkaniach Cyganów. Po przeprowadzce do Warszawy tłukł się z bitnikami z Woli, a w Jarocinie skopał po pijanemu nowiutkiego jaguara. Opowieści te przyjmowano z uśmiechem: był młody, wyszumiał się, w końcu zaczął robić piękne rzeczy - mówiono. Ale teraz poszło w kraj, że Owsiak łamie prawo, niszczy i wyzywa.

Owsiaka broni jego dawny współpracownik Walter Chełstowski.

- Jurek przyprowadził do Żar 400 tysięcy ludzi, za których odpowiadał, a tu ktoś po drugiej stronie drogi próbuje wykorzystać jego imprezę. Poszedł do tych kupców i powiedział: jeśli chcecie handlować, to zapraszam do nas. Usłyszał "spier…" i się zaczęło. Przecież nie każdy jest Matką Teresą i nie będzie zawsze nadstawiał drugiego policzka!


Sądząc po reakcjach internautów, sposób, w jaki Owsiak tłumaczył się w prokuraturze (twierdził, że o stojak z okularami przypadkowo zahaczył nogą), nie wzbudził zaufania. "Jeszcze jedna święta krowa. Za dobro, które robi, powinien być nagrodzony. A za to, co zrobił źle, powinien być ukarany. Taka powinna być sprawiedliwość" - napisał jeden z internautów. Owsiaka bronili nieliczni. "A Jezus to co, nie przewracał straganów?" - pytał Maciek.

Żółte kamizelki

Po incydencie z kupcami to od mediów zależało, czy smród pójdzie w Polskę, czy też rozejdzie się po żarskim polu. Owsiak do mediów ma sprzeczny stosunek: z jednej strony sam jest dziennikarzem, a gdyby nie telewizyjna Dwójka, Wielka Orkiestra nigdy by nie zagrała. Z drugiej strony, Owsiak nigdy nie przestał powtarzać: - Dziennikarstwo to jedna z najgorszych, krwiożerczych i omamiających profesji.

W tym roku w Żarach Owsiak kazał dziennikarzom ubierać się w odblaskowe kamizelki, rzekomo po to, by woodstockowicze wiedzieli, że rozmawiają z prasą. Każdy dziennikarski artykuł miał być przedstawiany organizatorom "do wglądu". Owsiak chciał w ten sposób utrudnić pracę tym dziennikarzom, którzy przyjechali do Żar wyłącznie w poszukiwaniu sensacji. Tłumaczył, że wielu reporterów wpada na pole namiotowe na dwie-trzy godziny i potem zupełnie nie wie, o czym pisze.

Nawet jeśli zarzuty Owsiaka są prawdziwe, taktyka, jaką wybrał, zraziła wielu przychylnych mu dziennikarzy.

- Rozumiem intencje Jurka, ale mam mieszane uczucia co do metod. Wśród dziennikarzy powstało przekonanie: Owsiak nam dołożył. I to potem, nawet podświadomie, wyszło w tekstach, jakie pisali - mówi Chełstowski.

Efekt był natychmiastowy. Wystarczyło wejść do Internetu, by zauważyć nie tylko radość zawistnych, którzy tylko czekali na taki "prezent" ze strony Owsiaka, ale i zgorzkniałe uwagi tych, którzy dotychczas na działalność Owsiaka patrzyli z entuzjazmem. "To jest błąd mediów" - napisał jeden z internautów. - "W Wiadomościach utożsamiali go z papieżem, że jeden i drugi ma bardzo duży wpływ na nasze społeczeństwo, no i... odbiło Jurkowi".

Złe wrażenie

Ale Owsiakowi postawiono jeszcze jeden zarzut - że zaczął szukać sponsorów Woodstocku. Spoty reklamowe, puszczane w przerwach koncertu na wielkich telebimach, część publiczności przyjęła z niedowierzaniem i niesmakiem. Złe wrażenie zrobiła też nachalna reklama filmu, nakręconego podczas zeszłorocznego festiwalu. Po wakacjach Owsiak wprowadzi go na ekrany całej Polski, wcześniej organizuje wielkie pokazy premierowe. W Żarach wspominał o filmie za każdym razem, gdy pojawiał się na scenie. Zaprosił też na nie kilkudziesięciu uczestników festiwalu, którzy wylosowali bilety na pokaz filmu w żarskim kinie. Szef WOŚP ustawił ich przed kilkusettysięczną publicznością i zapytał, jak się film podobał.

- Super, świetnie, zawodowo! - odpowiadali kolejno. Owsiak zakończył zaproszeniem do orkiestrowego sklepu z gadżetami. W takiej roli nigdy nie występował.

Chełstowski broni szefa WOŚP.

- Myślę, że reklamowanie filmu ze sceny było przejawem niepokoju, Owsiaka i reżysera filmu, jak ich dzieło zostanie przyjęte przez publiczność. Po raz pierwszy robili coś takiego i chcą, by było dobrze. Mnie reklama filmu nie zniesmaczyła. To, że Owsiak często o nim mówił, nie wynikało z chęci zwiększenia zysków.

Jak dojdzie do wniosku

Od poniedziałku pracownicy Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy są na urlopach. Prawa ręka Owsiaka, Bogusław Waszkiewicz, odmawia jakichkolwiek komentarzy na temat gęstej atmosfery wokół szefa. Odsyła do Magdy Dziołak, rzeczniczki fundacji.

- Owsiak nie będzie komentował pojawiających się w Internecie opinii, bo w tym kraju jest wolność słowa i każdy może napisać to, na co ma ochotę - mówi Dziołak. Bagatelizuje rozmiary antyowsiakowej furii. Jej zdaniem, niekorzystne opinie o szefie WOŚP pojawiały się już wcześniej.

- Jak pan sobie wyobraża, że Owsiak wykupi miejsce w gazecie, by opublikować swój komentarz? - pyta.

- Nie, myślę, że mógłby zorganizować konferencję i na oczach telewidzów pojednać się z kupcami, którzy spowodowali jego furię.

- Jeśli Jurek dojdzie do wniosku, że taka konferencja jest potrzebna, to na pewno ją zrobi.

- Czyli jeszcze nie doszedł do takiego wniosku?

- Nie, jeszcze nie doszedł. Jerzy Owsiak jest na urlopie, a sprawa w prokuraturze. Tam musi zostać wyjaśniona.

Dziołak twierdzi, że swe opinie internauci formułowali na podstawie medialnych przekazów, a dziennikarze - podobnie, jak w latach poprzednich - skupiali się wyłącznie na tym, co złe. - Żadnego z dziennikarzy nie było w momencie, gdy Owsiak rozmawiał z kupcami - mówi Dziołak. Po chwili przyznaje, że jej tam też nie było, ale nie ma powodu, by nie wierzyć Owsiakowi.

Media zaś nie mają powodu, by nie wierzyć kupcom.

Walter Chełstowski również wierzy, że incydenty w Żarach nie położą się cieniem na wizerunku szefa WOŚP.

- To była idiotyczna prasowa nagonka. Dziennikarze mieli prosty problem - nie ma o czym pisać, bo 400 tysięcy ludzi bawi się fantastycznie i spokojnie. Naczelni krzyczeli zaś do telefonów: Wspaniale się bawią? Co to za news? Więc dziennikarze musieli poszukać afery. Tak było z incydentem z TVN. Ochroniarze wyciągnęli z tłumu faceta, który miał przy sobie noże. W takich sytuacjach nie ma zmiłuj, trzeba być stanowczym. Co by było, gdyby on wbił komuś też nóż? Ochrona interweniuje, a tu dziennikarze TVN lecą kręcić newsa, jaki to bandytyzm szerzy się na Woodstock. W tym momencie 400 tysięcy rodzin drży przed telewizorami ze strachu, a tymczasem w rzeczywistości w Żarach jest spokojnie...

Własne ścieżki

Czy ostatnie zachowanie szefa WOŚP pozbawi go społecznego zaufania? To byłaby klęska kolejnego finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.

Paweł Januszewski, lekarz z Centrum Zdrowia Dziecka, który współpracował z Owsiakiem, mówi: - Zachowanie Owsiaka w Żarach przełoży się na wynik styczniowej akcji. Ale wyczyny Jurka to tylko fragment większej całości. Jakiej? Niech się każdy domyśli. Fakty mówią same za siebie. Jak spotkam Jurka, spróbuję z nim o tym pogadać, ale on już od dawna chodzi własnymi ścieżkami.

Podobnie myśli ojciec Jacek Bujnowski, wrocławski zakonnik blisko współpracujący z nawróconymi rockmenami. - Po tym, co się wydarzyło, wiele osób może wyciągnąć wnioski niekorzystne dla Owsiaka. Po prostu załatwił kilka spraw mało dyplomatycznie. Lepiej było rozmawiać.

Rzeczniczka WOŚP na temat ewentualnej porażki styczniowego finału Wielkiej Orkiestry w ogóle nie chce rozmawiać. - Teraz niczego nie można przesądzać - podkreśla.

Czy Orkiestra może grać bez Owsiaka? On sam twierdzi, że to niemożliwe. Pytany w wywiadach o to, co zrobi, gdy skończy się ta akcja, odpowiadał: - Mam do czego wrócić - do witraży, rysowania, nawet młócenia w bębny.

Oficjalnie Orkiestra ma grać do końca świata i o jeden dzień dłużej. Jeśli Jurek nie zareaguje szybko, koniec świata wydarzy się w drugą niedzielę stycznia 2004 roku. A orkiestra nie zagra nawet jednego dnia dłużej.




Nowe Państwo nr 9/2003  http://kiosk.onet.pl/art.html?NA=3&ITEM=1131176&KAT=245


Wychowani przez Owsiaka


Przystanek Woodstock, podobnie jak postać jego twórcy, od początku wzbudzał kontrowersje


Przystanek Woodstock, dwudniowy festiwal rockowy, którego dziewiąta edycja odbyła się w pierwszych dniach sierpnia w Żarach, jest najważniejszą imprezą muzyczną w Polsce. Decyduje o tym ponad trzystutysięczna widownia, niespotykana na innych tego typu koncertach w kraju. Festiwal ma również ogromne znaczenie społeczne - dla wielu młodych Polaków jest przeżyciem pokoleniowym.

PAWEŁ GZYL 2003-08-29


Pomysł narodził się w połowie ubiegłej dekady: Jerzy Owsiak, szef Fundacji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, pragnąc podziękować młodzieży za udział w zimowej akcji charytatywnej, wymyślił festiwal rockowy, podczas którego mogłaby ona posłuchać i obejrzeć za darmo swoich ulubionych wykonawców. Po dwóch imprezach w Czymanowie i Szczecinie-Dąbiu festiwal zadomowił się na dobre w Żarach.


Przystanek Woodstock, podobnie jak postać jego twórcy, od początku wzbudzał kontrowersje. Media z jednej strony okazały mu nadspodziewaną życzliwość (transmisje koncertów w telewizyjnej Dwójce), a z drugiej - skupiły się na wyszukiwaniu obyczajowych sensacji. Informacje o towarzyszących imprezie rozróbach i pijaństwie sprawiły, że Owsiak był oskarżany o deprawację młodzieży. Jednak kontrowersje wokół festiwalu tylko przysporzyły mu młodych zwolenników - z roku na rok gromadził on coraz większą widownię.

Przepraszam za dorosłych

Skąd tak ogromna popularność imprezy? Publiczność jest przyciągana przede wszystkim przez osobę Owsiaka. Jego otwarty, pozbawiony moralizatorstwa stosunek do młodych ludzi sprawia, że ci mu ufają. Mimo że znacznie różni się od nich wiekiem (sam ma 14-

-letnią córkę), nie widzą w nim przedstawiciela generacji rodziców, nauczycieli, polityków czy duszpasterzy, ale kogoś "swojego", komu można zaufać. Podczas gdy inni dorośli krytykują młodzież, Owsiak ją docenia - podkreśla dobre cechy, chwali, unika eksponowania negatywnych zjawisk. Jeśli mówi o narkotykach, stawia wyraźną cezurę - to nie wy, to ci, którzy chcą na was zarobić: dilerzy. Przemoc? Nie u nas - przecież tak naprawdę najważniejsze są dla was miłość, przyjaźń i muzyka.

- Za każdym razem rozpoczynam Woodstock od słowa "przepraszam" - wyjaśnia Owsiak. - Za to, że ten kraj tak niewiele może młodym ludziom zaoferować, że słyszą oni wiele oszczerstw, kłamstw i bywają świadkami chamstwa, którego autorami są właśnie dorośli. Potem możemy się oddać dwóm dniom zabawy, ale i myślenia o tym, że może być normalnie, że możemy do czegoś dążyć.

Zaufanie, jakie Owsiak pokłada w młodych ludziach, nie zawodzi. Jeśli w przeszłości zdarzały się wśród młodzieży wypadki agresji, to tylko przed festiwalem - w pociągach dowożących publiczność do Żar. Na miejscu uczestnicy festiwalu wydają się być potulni jak baranki. Każdego roku policja odnotowuje zaledwie kilkanaście przypadków łamania prawa - bójek czy prób handlowania narkotykami. W trzystutysięcznym tłumie to zaledwie kropla w morzu.

Pogoda ducha i alkohol

Niezwykle ważna jest w Żarach atmosfera. Panuje tam pełen luz - młodzi ludzie koczują w swych namiotach lub pod gołym niebem przez dwa letnie dni, często rezygnując ze snu i higieny. Kiedy pada deszcz, ulubioną zabawą staje się taplanie w błocie. Kolejne występy jednoczą tłum - bez względu na to, jaką muzykę słychać ze sceny.

- Ludzie przyjeżdżają na Przystanek Woodstock, rozbijają namioty i dopiero wtedy pytają: kto w tym roku będzie grał? - śmieje się Owsiak. - Nie pojawiają się tu dla wielkich gwiazd, ale dla klimatu, jaki u nas panuje.

Zakaz używania przemocy i rozprowadzania narkotyków jest surowo przestrzegany, natomiast strumieniami leje się alkohol. Mimo że Owsiak sugeruje ze sceny, aby nie pić za dużo piwa, napój ten jest podstawowym składnikiem diety widzów. Nieprzypadkowo złośliwi nazywają festiwal "Przystankiem Wódstok".

- Największą zdobyczą imprezy jest pogoda ducha - oponuje Owsiak. - Ja mówię młodzieży: czujcie się dobrze i ponieście tę energię przez cały rok. Pamiętajcie, że można się dogadać z ludźmi, którzy mają różną filozofię: punkową, bluesową, "regałową", metalową. To właśnie wykształcił ten festiwal i ludzie uważają to miejsce za coś więcej, niż my sami sobie wyobrażaliśmy.

Bez Jezusa?

Tolerancja Owsiaka ma jednak swoje granice - w tym roku zdecydowanie sprzeciwił się rozstawieniu namiotu Przystanku Jezus, obecnego w Żarach podczas poprzednich edycji imprezy.

- Poprosiliśmy, aby ludzie pisali w e-mailach, czego by chcieli, co im się podoba, a co nie - wyjaśnia. - Okazało się, że listy odnośnie Przystanku Jezus mógłbym policzyć na palcach jednej ręki, więc uznaliśmy to za temat zastępczy. Przystanek Jezus nie miał żadnego programu - od początku był zadziorem, nie miał z nami nic wspólnego. Jakichkolwiek argumentów byśmy używali, było źle. Nie można się było z nimi dogadać. Ale to wina organizatorów, a nie ideologii.

Zdaniem entuzjastów Owsiaka, Przystanek Jezus poniósł w Żarach klęskę, ponieważ od początku prezentował negatywne nastawienie do samej imprezy i jego uczestników. Festiwal został uznany za piekło na ziemi, a młodzież - za grzeszników, którzy wymagają nawrócenia. Stanowi to dokładne przeciwieństwo afirmacyjnej postawy Owsiaka - młodzi ludzie nie chcieli przyjąć do wiadomości, że są źli i powinni się zmieniać. Stąd brak zainteresowania woodstockowej publiczności akcją Kościoła czy nawet niechęć do niej.

Podobnych problemów nie mają przedstawiciele Hare Kriszna - ich namiot zawsze jest pełen. Dzieje się tak, ponieważ obecność sekty na festiwalu traktowana jest przede wszystkim jako egzotyczna ciekawostka: krisznowcy częstują jedzeniem, demonstrują oryginalne stroje i obrzędy (kolejne ceremonie ślubne na scenie festiwalu), a niejako przy okazji zachęcają do rozmów i przekonują do swych racji.

Ksiądz Andrzej Draguła, inicjator Przystanku Jezus, odpiera zarzuty Owsiaka, przekonując, że prawdziwym powodem aktywności katolików w Żarach nie jest sprzeciw wobec woodstockowej filozofii, ale obecność ludzi, którzy potrzebują także perspektywy duchowej: spowiedzi i Eucharystii. Dlatego, mimo oficjalnej odmowy, na tegorocznym Przystanku pojawiło się ponad 700 ewangelizatorów - w tym prawie 50 księży i 20 sióstr zakonnych.

- Żary to chyba jedyne miasto w Polsce, gdzie młodzież podczas uwielbienia na mszy świętej tańczy pogo i biega po kościele, tworząc węża - mówi ksiądz Draguła. - Można odnieść wrażenie, że oni chcą się tylko bawić, robić dym. Ale to wrażenie mija, gdy rozpoczyna się modlitwa celebransa - wtedy zapada absolutna cisza.

Rockowe prowincjonalia

Przystanek Woodstock to głównie święto młodzieży z polskiej prowincji. Większość uczestników imprezy pochodzi z małych miasteczek i wsi. Młodzi ludzie z dużych miast - studenci, pracownicy agencji reklamowych, spece komputerowi - uważają festiwal za "obciachowy". Atmosfera tam panująca przyciąga przede wszystkim najbiedniejszych - uczniów lub tych, dla których pierwszym kontaktem z dorosłym życiem było otrzymanie zasiłku dla bezrobotnych. Te dwa dni dają im możliwość zapomnienia i nabrania wiary, że to nie pieniądze liczą się w życiu najbardziej.

Nie bez znaczenia jest dobór artystów występujących w Żarach. Owsiak prezentuje tu nadzwyczaj zachowawczy gust: na festiwalu pojawiają się przede wszystkim wykonawcy prezentujący "pokojowe" gatunki muzyki młodzieżowej: reggae, blues, folk (działa specjalna scena z muzyką tego rodzaju) czy klasyczny rock. W Żarach nie ma mowy o nowinkach - nikt nie słucha tu ani elektroniki, ani techno, ani hip-hopu.

Co więcej, również większość wykonawców występujących na woodstockowej scenie pochodzi z prowincji. Spójrzmy na listę tegorocznych gwiazd: Pobieda z Helu, Triquetra z Ostródy, Kangoroz z Olsztyna, Bakszysz z Kluczborka, Corruption z Sandomierza, Dżem z Tych i Acid Drinkers z Katowic. Koncert na festiwalu to dla wielu z nich ogromna szansa na zdobycie popularności. Ogląda ich przecież ponadtrzystutysięczna publiczność!

- Najfajniejsze jest to, że po dwóch występach na Woodstocku w prawie każdym miasteczku w Polsce są ludzie, którzy kojarzą naszą nazwę i naszą muzykę - cieszy się Piotr Wróbel, gitarzysta zespołu Akurat z Bielska-Białej.


Przystanek Woodstock całkowicie bojkotują przedstawiciele największych polskich wytwórni płytowych. - Kiedyś wysyłaliśmy im zaproszenia, ale nikt się nie pojawiał, więc przestaliśmy ich zapraszać - tłumaczy Owsiak.

Większość wykonawców występujących na Przystanku współpracuje z niezależnymi wydawcami. Nawet dwie najgoręcej przyjęte grupy podczas tegorocznej imprezy - Sweet Noise i Hunter - wydały swe ostatnie płyty (notabene, jedne z najciekawszych na rodzimym rynku rockowym) własnym sumptem.

- Na tej imprezie okazuje się, że siódmorzędne kapele grają pierwszorzędną muzykę - wyjaśnia Jacek Kleyff z Orkiestry na Zdrowie, jeden z najczęściej występujących na Przystanku artystów.

Maleo obok Vadera

Czy Przystanek Woodstock jest kontynuacją pamiętnego Jarocina? I tak, i nie. Oba festiwale mają zupełnie odmienne przesłanie: Jarocin, zdominowany przez punkowo-nowofalowy przekaz, był wyrazem sprzeciwu i buntu wobec zakłamanej, komunistycznej rzeczywistości lat osiemdziesiątych. Żary - przeciwnie: wraz ze swym hasłem "Miłość, przyjaźń, muzyka" niosą pozytywne przesłanie i mają być jedynie okazją do niczym nie skrępowanej zabawy, akumulatorem ładującym optymizmem i energią na cały rok szkoły lub pracy. Jarocin miał jednolity wizerunek światopoglądowy, kreowany przez punkowych ideologów, natomiast na scenie w Żarach sąsiadują ze sobą artyści wywodzący się różnych środowisk: od nurtu chrześcijańskiego rocka (Maleo Reggae Rockers, Triquetra) do fascynujących się okultyzmem i satanizmem deathmetalowców z Vadera.

Oba festiwale odgrywają jednak taką samą rolę w życiu swych uczestników - są wielkim przeżyciem emocjonalnym, stanowiącym spoiwo konkretnej generacji. Jak dawniej w Jarocinie, tak teraz w Żarach młodzież przeżywa swój pierwszy samodzielny wyjazd z domu, pierwszą miłość czy wypija pierwsze piwo lub wino. Zarówno w Jarocinie, jak i Żarach tworzą się zręby światopoglądu młodych ludzi: niepokornego, zbuntowanego, ale i opartego na poszukiwaniu najważniejszych wartości: miłości, przyjaźni, dialogu z Bogiem. To nie szkolne lektury, lecz często nieporadne i banalne teksty piosenek zespołów występujących na obu festiwalach są dla młodzieży inicjacyjnym przeżyciem artystycznym, pierwszym głęboko emocjonalnym kontaktem ze sztuką. Dopiero potem przychodzi czas na świadomą lekturę, ambitne kino, teatr, trudniejszą muzykę i własne poszukiwania myślowe...

- Pokolenie Przystanku Woodstock to generacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - ludzi młodych, którzy zaczynali zbierać dla nas pieniądze w wieku 9-10 lat - twierdzi Owsiak. - Dziś mają po 19-20 lat, a to wiek, kiedy formuje się osobowość. I myślę, że Przystanek niezwykle wykształcił tych młodych - oni przejęli naszą filozofię.




Przeglad -  http://kiosk.onet.pl/art.html?DB=162&ITEM=1127472



To nasza prywatka


W tym całym polskim "pierdziszewie" robimy wielki festiwal - mówi Jurek Owsiak


"Przyjeżdżamy do miejsca, które współtworzymy, gdzie organizatorzy robią nam jakiś prezent, nie żądając od nas niczego oprócz tego, byśmy dobrze się bawili i przestrzegali ich próśb, mówiących o narkotykach, przemocy i porządku, który musi być utrzymany. Zadyma na Przystanku Woodstock nie może się zdarzyć."



KAROLINA MONKIEWICZ-ŚWIĘCICKA  2003-07-28



- Czy można mówić o pokoleniu Przystanku Woodstock?

- Zdecydowanie! Ten koncert to nasze "dziękuję" dla tych, którzy pracują przy Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy. Woodstock nie jest magnesem dla ludzi przypadkowych, których skusiłaby zachęta: wysłuchacie ogromnej liczby gwiazd. Dla takich są Opole albo Sopot. Woodstock jest festiwalem klimatycznym. Ludzie często przyjeżdżają, uważając, że ktokolwiek będzie grał, warto przyjechać. Mają nawet pewne utrudnienie w dostaniu się do nas. Choć PKP wykonały niesamowicie miły gest w postaci 24 dodatkowych pociągów, które dojeżdżają do stacji Żary, nadal jest to transport typu rzeźnia. Pokolenie Przystanku Woodstock to generacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy - ludzi młodych, którzy zaczynali zbierać pieniądze, kiedy mieli dosłownie po parę lat: osiem, dziesięć... Mają akurat 19-20 lat, a to wiek, kiedy wiele rzeczy się kształtuje. I myślę, że Woodstock niezwykle wykształcił tych młodych - oni przyjmują naszą filozofię.

- Jaka to filozofia?

- Przyjeżdżamy do miejsca, które współtworzymy, gdzie organizatorzy robią nam jakiś prezent, nie żądając od nas niczego oprócz tego, byśmy dobrze się bawili i przestrzegali ich próśb, mówiących o narkotykach, przemocy i porządku, który musi być utrzymany. Zadyma na Przystanku Woodstock nie może się zdarzyć. Ci ludzie bardzo często powyciągali z szaf swoich rodziców stroje dzieci-kwiatów, bo pamiętajmy, że ich rodzice to ludzie w moim wieku, którzy wychowali się już na rock and rollu i Beatlesach, a nie na muzyce Fogga czy Ireny Santor, nikomu tu nie ujmując. Przebieraństwo jest nieprawdopodobne i bardzo pogodne. Następna rzecz generacji Woodstocku to pogoda ducha panująca na Przystanku. Ja mówię: czujcie się dobrze i ponieście tę energię na cały rok. Pamiętajcie, że można się dogadać z ludźmi, nawet gdy mają różną filozofię: punkową, reggae, bluesową, metalową. To właśnie wykształcił Przystanek Woodstock i spowodował, że ludzie uważają to miejsce za coś więcej, niż my sami sobie wyobrażaliśmy.

- Wszędzie opowiada pan o fantastycznej atmosferze na festiwalu. Na Love Parade w Berlinie też panuje fajna atmosfera, a jednak impreza zaczyna coraz bardziej się kurczyć. Nie boi się pan, że Przystanek się przeżyje?

- Myślę, że na co dzień w życiu młodych ludzi brakuje wielu pozytywnych spraw i relacji. Za każdym razem rozpoczynam Woodstock od jednego słowa - przepraszam. Za to, że ten kraj tak niewiele może wam zaoferować, że słyszycie tyle oszczerstw, kłamstw, chamstwa, których autorami są właśnie dorośli. Potem możemy oddać się kilku dniom zabawy, ale i myślenia o tym, że może być normalnie, możemy do czegoś dążyć. I to jest różnica pomiędzy nami a Love Parade. Dlatego gloryfikują Przystanek Woodstock. Z drugiej strony, policja potwierdza śladowe ilości przestępstw. My mówimy wyraźnie nie narkotykom. Sprzedajemy piwo, ale nauczyliśmy ludzi, jak mają z tego korzystać.

17 osób zatrzymanych w zeszłym roku, w trzystutysięcznym mieście - chyba zwykle dzieje się więcej takich spraw w ciągu doby. Dlatego sądzę, że oni na serio potrzebują tego miejsca. Ale poza tym potrafię powiedzieć sobie: OK, przeżyło się. Szukam czegoś innego. Jeśli ludzie nie będą już dawali pieniędzy na finał, raczej się nie obrażę, że już nas nie lubią, tylko poszukam innej drogi. Mój zawód to producent telewizyjny i witrażysta, więc mam do czego wrócić.

- Mówi pan, że ludzie przyjeżdżają bez względu na to, kto wystąpi. Ale chyba nie jest zupełnie obojętne, kto tam gra?

- Oczywiście, proponujemy niezwykłe wrażenia. Na przykład w zeszłym roku "Bolero" Ravela w wykonaniu orkiestry Filharmonii Wrocławskiej. Ale generalnie nie musimy na szczęście się stosować do żadnych zasad "wyścigowych" - że zagra kapela, która ma najwięcej płyt albo jest na jakiejś liście top 50. Bierzemy tę muzykę, która nam pasuje, i to ona ściąga potem widzów.



- W zeszłym roku wystąpiła Ewelina Flinta. Czy teraz też będzie ktoś z "Idola"? Czy program "Idol" jest adresowany do gości Przystanku Woodstock?

- W tym, co teraz śpiewa Ewelina, nie czuję Woodstocku. Życzę jej wszystkiego najlepszego, ale to już nie jest ta Ewelina, która na Przystanku wydarła płuca, tak że aż ciary przechodziły po plecach. Będzie Bartek, który zagra z zespołem Mafia. Bartek jest człowiekiem z Pokojowego Patrolu, pilnuje porządku i chodzi z workiem na śmieci. Znaliśmy się bardzo dobrze, zanim wystartował w "Idolu". Potem zespół Mafia zgłosił się do niego i poprosił, żeby zagrali razem. Zaprosiłem go więc na scenę. I powiem na tej zasadzie: słuchajcie, Bartek pomaga wam przeżyć miło i bezpiecznie ten Woodstock, ma teraz pół godziny przerwy, a potem wraca do roboty. Dla mnie to jest ciekawa opowieść, ma w sobie jakąś treść. Mimo że sam "Idol" jest najbardziej sk... programem, jaki można było wymyślić - żeby targać tych ludzi przez takie g... Żeby to przejść, trzeba być bohaterem.

- Na waszej stronie jest napisane, że Przystanek Woodstock to symboliczne miejsce pokojowego spotkania kultur, wyznań i światopoglądów. Na tej samej stronie wielkimi literami napisaliście: "Jak ci Woodstock nie pasuje - zostań w domu!".

- Na festiwalu obowiązuje zakaz obrażania innych. Nawet muzykom mówimy, że nie mają prawa źle mówić o innych kolegach. To miejsce różnych kultur i poglądów. Ale mówimy głośno: to nasza prywatka, za nasze pieniądze, za zgodą wszystkich, którzy tu przyjeżdżają, i mamy prawo komuś powiedzieć - a rzadko się zdarza taki komfort, którego się dopracowaliśmy - że nie chcemy tu z nim być. Tak jak we własnym domu wolno powiedzieć: nie zgadzam się, żebyś przyszedł, bo popsujesz mi zabawę. Dlatego postawiliśmy na zniechęcenie pewnych ludzi. Po ogłoszeniu na stronie, kto będzie grał, odezwało się takie polskie mędzenie. A dlaczego ten, a nie tamten, i tak dalej. Nieprzypadkowo napisaliśmy: jeśli nie chcecie, to nie przeżyjecie tego Przystanku Woodstock, ale w takim razie shut up, cicho bądźcie. Nie pasuje? To siedź w domu.

- Nie boi się pan, że będą pana szarpać za odmowę współpracy z Przystankiem Jezus?

- Poprosiliśmy, żeby ludzie pisali do nas w mailach, czego by chcieli, co im się nie podoba konkretnie. Okazało się, że ważne są pociągi, bankomaty, ale listy odnośnie Przystanku Jezus mógłbym policzyć na palcach jednej ręki, więc to temat zastępczy. Nie ma pytań: co będzie ze sceną, a co będziemy robić o godzinie 12.30, bo były takie słynne msze. Jestem pewien, że inaczej byłoby w przypadku krisznowców, bo oni dziennie wydają 40 tys. porcji jedzenia. Przychodzą organizacje, które chcą mówić o narkotykach, prezerwatywach, wegetarianizmie, polityce, służbie wojskowej. Bardzo chętnie pozwalamy im na przyjazd, żeby ludzie dowiedzieli się, czym się zajmują. Przystanek Jezus nigdy nie miał jakiegoś programu. Od samego początku był takim zadziorem, nie miał z nami nic wspólnego, ale mówiłem o tym już w "Tygodniku Powszechnym". Powiedziałem tam wszystko, łącznie z tym, jak mi się skończyły argumenty, że widocznie odbiła mi palma w tym roku. Bo jakiegokolwiek słowa by użyć, zawsze jest źle. Nie można się z nimi dogadać. Ale powtarzam - to wina organizatorów, a nie ideologii.

- Czy pana bezpośredniość nie utrudnia życia?

- No, wszystkiego nie mówię bez ogródek. Angażuję się w sprawy, które bezpośrednio dotyczą tego, co robię, i tu mówię, gdzie jest ściema. Ale nie jestem gościem, który za innych będzie coś załatwiał. Jeśli ktoś mnie pyta: czy mogę na Przystanku poruszyć taki nasz temat i zbierać podpisy, mówię krótko: nie. Z moich komentarzy zwykle nie rodzą się afery, więc w tym przypadku ktoś ewidentnie to nakręca.

- A propos nakręcania... Podobno nakręciliście "Przystanek Woodstock - Najgłośniejszy film Polski"?

- Rok temu powiedziałem: chłopaki, ruszamy do roboty, nie liczcie na wielkie honoraria. Każdy mówi: takiego filmu jeszcze nie było, więc jeśli go sknocimy, przyjdą młodzi ludzie i skomentują: panowie, co to jest? D... zawracacie. Yach Paszkiewicz jest współreżyserem. Wystarczy, że narysuję mu na kartce, jak wyobrażam sobie daną scenę, a Yach: wiem, o co chodzi. Ciach, ciach na komputerze i gotowe.

- Jest pan autorem najdłuższego maratonu muzycznego Zadyma, największej imprezy charytatywnej w Polsce, 13 września wejdzie na ekrany "najgłośniejszy film". Skąd ten pęd do wielkości?

- Zadyma była grepsem, żeby zrobić coś nietypowego. Siłą rzeczy wychodzą mi rzeczy nietypowe. Nie potrafiłbym regularnie, co miesiąc robić zwykłego koncertu. Nie miałem nigdy zapędów do robienia czegoś "największego", jestem wręcz zdziwiony rozwojem tego wszystkiego na taką skalę, bo to przysparza od cholery roboty. Ale nie mówię ludziom, że biorą udział w największej zadymie, lecz w czymś niepowtarzalnym.

- Czy wasz film o Przystanku Woodstock będzie konkurencją dla filmu o prawdziwym Woodstocku?

- Przystanek Woodstock to połączenie dwóch kultowych nazw. "Przystanek Alaska" - film pokazujący świat, o którym wszyscy myślimy: żeby nasze problemy były tylko takie jak w "Przystanku Alaska". Druga część nazwy to wiadoma analogia. To moja absolutna fascynacja tym okresem. Film amerykański obejrzałem po 20 latach po raz pierwszy, znając go na wyrywki z opowiadań kumpli. To dwa różne filmy, ale oba ilustrują, jak bawią się młodzi ludzie, i pewien przekaz jest taki sam: miejcie marzenia, wierzcie, że świat może być lepszy, ponieście tę atmosferę gdzieś dalej. Każdy z nich to dokument pokoleniowy, a każdy taki dokument jest ważny; zarówno stare kroniki filmowe, jak i film o disco polo będą nas za kilka lat tak samo cieszyć. Ten film pokaże, jak dziś myślą młodzi. Na zdjęciach z Jarocina 20 lat temu widać zupełnie innych ludzi - towarzystwo w czarnych skórach, wk... na wszystko, a dziś każdy chce być indywidualistą: ten ma dredy, ten biega z kamerą i robi wywiady, ci się tarzają w błocie....

- Czy ten film to odpowiedź na epitety pod adresem festiwalu typu: "Przystanek Wódstok", "Festiwal Butelka"?

- Ci, którzy chcą pisać takie rzeczy, i tak będą w ten sposób pisać. Zawsze można znaleźć takiego, który się upija albo daje sobie w żyłę. To jest też film dla rodziców. Często dostaję listy w stylu: napisz moim rodzicom, żeby mnie puścili. A ja mówię: uszanujcie wolę rodziców, którzy was, 16-latków, nie chcą puścić na ten festiwal. Gdybym się bał, że jakiś dorosły może zrobić krzywdę mojemu dziecku, też bym go nie puścił. To ma być taka pozytywna opowieść dla dorosłych, którzy mówią: czytałem, że tam latają z siekierami w plecach. Może po filmie powiedzą do dzieci: chyba pojadę z tobą. To 120 minut muzyki przeplatanej tym, co się tam działo. Nasza kamera jest wszędzie - na koncertach, wjeżdża do namiotów, zagląda pod scenę i pod prysznice, pokazuje ich w pociągu, jak chodzą po mieście... Poza tym jesteśmy z tego festiwalu naprawdę dumni - że robimy to w Polsce, w której nie można normalnie kupić na przetargu kasownika, a ludzie władzy nie dają żadnego przykładu uczciwości. W tym całym "pierdziszewie" polskim, jakiego nie było chyba od czasu rozbiorów, nagle robimy wielki festiwal. Ani w Roskilde, ani w Budapeszcie nie ma tak wielkiej sceny jak nasza. Porównując Przystanek z innymi tego typu megaimprezami, możemy pochwalić się lepszymi rozwiązaniami, jeżeli chodzi o pilnowanie ludzi, rozładowanie tłoku itd. Trzy lata temu na festiwalu w Szwecji zobaczyliśmy pralnię. Rok później stanęła u nas.

- Czy ci, którzy nie byli na Przystanku, dowiedzą się z filmu, o co w tym biega?

- W filmie o Przystanku na koniec wszystko się wycisza i pojawia się napis: "Zabawa zakończyła się 3 sierpnia o godzinie 3.25. Do kolejnego Przystanku minęło 364 dni, w których były: wojna w Czeczenii, wybuch terrorystyczny w Moskwie, bili się w Palestynie i Izraelu, był konflikt światowy w Iraku...". Nie dajcie się w to wmanipulować, bo to młodzi właśnie tam wszędzie giną, walczą. Dbajcie o tę atmosferę, o ten kawałek ziemi, gdzie ludzie o najróżniejszych poglądach przez te kilka dni mogą ze sobą współistnieć. Jeśli przyjdzie taki dzień, że wszystko będzie usłane różami i będzie fura sprzętu medycznego, okaże się, że skończyliśmy. Ale tak nie będzie - świat, a szczególnie Polska, daje wiele powodów, żeby odreagować.








Na "Przystanku Woodstock" nie będzie "Przystanku Jezus" - rozmawiają ks. Andrzej Draguła i Jerzy Owsiak



Po kilku latach pełnej nieporozumień koegzystencji założyciel WOŚP zapowiedział, że na "Przystanku Woodstock" nie chce widzieć namiotu i duchownych z ewangelizacyjnego "Przystanku Jezus". Uznaliśmy, że "Tygodnik Powszechny" powinien zostać mediatorem konfliktu.




DEBATA  2003-07-11


"U nas się np. proboszcz obraził i mówi, że nie będzie w tym roku chodził po kolędzie, bo ostatnio było dużo drzwi zamkniętych. Przecież ksiądz nie może się gniewać i robić ponurych min. Obrazili go, zamknęli drzwi - puka w okno, nadstawia drugi policzek i w porząsiu".

Jerzy Owsiak w wywiadzie dla "TP", nr 46/97


JERZY OWSIAK: - Nie jestem dyplomatą, więc będę walił prosto z mostu: organizacja "Przystanek Jezus" nie spełnia naszych oczekiwań, dlatego Fundacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy postanowiła w tym roku odrzucić jej prośbę o zgodę na przyjazd do Żar. Nasza współpraca zaczęła się bardzo źle (o tym, że założyliście "Przystanek Jezus", dowiedziałem się z telewizji) i po tych wszystkich latach wcale się nie polepszyła. Po pierwsze, działacie osobno. Po drugie, w swoich wypowiedziach podkreślacie, że nie akceptujecie naszej filozofii i że to właśnie ona jest powodem, dla którego przyjeżdżacie. A nasza filozofia jest prosta: miłość, przyjaźń, muzyka. Mówię ludziom: kochajcie się nawzajem, miejcie marzenia, miejcie jakiś dekalog, najbardziej podstawowy, który nie krzywdzi drugiego człowieka. Mówię: "przyjedźcie, żeby się dobrze z nami bawić". Mówię: "wielkie brawa dla artysty" nawet jak występ nie był udany. Mówię: "nie pijcie za dużo piwa". Ci, którzy przyjeżdżają, akceptują regulamin, który dotyczy butelek, narkotyków czy przemocy, sprzątania po sobie i niewyrywania kranów. To jest nasz dom, a w domu panują zasady, które sami określamy: nie zaglądaj mi do szafy, bo tego nie lubię.

Często mówimy muzykom: nie chcemy cię. My, organizatorzy, nie chcemy cię i mamy do tego prawo, bo to jest nasz festiwal, z taką wibracją, do której nie pasujesz. Podobnie jest z "Przystankiem Jezus": przyjeżdża, rozstawia namiot, obserwujemy to, co robi i myślimy sobie: "no, nie styka nam dogadanie się z prywatką pod tytułem "Przystanek Jezus"". Są dwa problemy: to, co się dzieje na miejscu i co moim zdaniem jest parą w gwizdek - bo robicie za mało, i to, co się dzieje potem, czyli wykorzystywanie zdobytych tam materiałów w celu dowalania nam z każdej strony. Moja 14-letnia córka otwiera jakąś gazetę typu rydzykowatego i płacze, bo czyta o nas takie rzeczy...

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Jurek, mówmy o konkretach. "Przystanek Jezus" nie ma nic wspólnego z "Naszym Dziennikiem", nie zamawiamy tam tekstów, ani nie utożsamiamy się z tym, co tam o was piszą.

JERZY OWSIAK: - A kto odpowiada za Katolicką Agencję Telewizyjną "Raj"?

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - No przecież nie my!

JERZY OWSIAK: - Syn Bodzia, naszego dyrektora, oglądał na rekolekcjach film zrobiony przez tę agencję podczas "Przystanku Woodstock". Oczywiście film tendencyjny, zmanipulowany. Mówisz, że to nie Twoja wina, i ja Ci wierzę, ale przecież wszystkie te ekipy przyjeżdżają właśnie w związku z wami! Ja nie mam żadnych bólów, jak "Dolnośląski Strażak Ludowy" pisze, że mnie nie lubi. Ale to jest jakiś dom wariatów: przychodzą gazety i zamiast o muzykę, pytają tylko o was.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - A mnie pytają o Ciebie. Pytają, na czym polega nasz konflikt. Nie wiem, co odpowiadać, bo nie rozumiem, co się stało. W wywiadzie dla "Więzi" przed trzema laty mówiłeś: "Ani ja nie chciałem konfliktu, ani "Przystanek Jezus". To dziennikarze tego pragnęli". Opowiadałeś, jak jeden z dziennikarzy powiedział Ci, że nie przyjechałby, gdyby nie nieporozumienia z nami. W ubiegłym roku mówiłeś o nas same piękne rzeczy, a w marcu dostajemy wiadomość - zresztą nie bezpośrednio od Fundacji, ale z gazety - że już nam dziękujesz. Sorry, ale poczuliśmy się oszukani. Bo co się stało między sierpniem a marcem? Poza tym, wbrew temu, co mówisz, to nie filozofia jest powodem tego, że przyjeżdżamy. Powodem są ludzie. Nie mamy nic ani przeciwko miłości, ani przeciwko przyjaźni, ani przeciwko muzyce.



JERZY OWSIAK: - Tak samo jak policjant, który nie ma nic przeciwko wielkim imprezom, ale potwornie ich nie lubi, bo ma z nimi same kłopoty.

Oglądałem film "Przystanek w drugą stronę", który w 2000 r. zajął drugie miejsce na festiwalu filmów katolickich w Niepokalanowie. Teraz też powiesz, że to nie wy za to odpowiadacie?

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Właśnie tak odpowiem.

JERZY OWSIAK: - Ale to nie jest tak. Ja odpowiadam za cały ten naród, który tam przyjedzie: i za tego, który szcza, i za tego, który jest pijany. Zawsze o tym mówię. Wy też musicie odpowiadać za to, co za wami przyjeżdża.


KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Przepraszam, ale sprawiasz wrażenie, jakbyś się obraził przez jeden artykuł czy film.

JERZY OWSIAK: - Wcale się nie obrażam! Po prostu nie chcę mieć konfliktu, więc dmucham na zimne i mówię wam "do widzenia". Bo przecież to nie jest tylko jeden film, ale zmasowany atak: gazety, filmy, rekolekcje... To, że o tym mówię, to nie jest pamiętliwość czy brak przebaczenia. To najzwyklejszy w świecie strach, że znowu zjedzie jakaś ekipa i znowu będą kłopoty. Bo od samego początku się z tym bujamy: z tymi ciągłymi dyskusjami, co jeszcze "Przystanek Jezus" nam zmaluje: rozbiją się daleko czy blisko, razem czy osobno, postawią płot czy nie. A potem się jeszcze okaże w ostatniej chwili, że mają wielki namiot od księdza Rydzyka. Tłumaczyliście, że nie było innego namiotu - w porządku. Inna sprawa, że wyglądał jak meczet...

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Myślisz, że jak nas wyrzucisz, to żaden film nie powstanie?

JERZY OWSIAK: - Nie mam bladego pojęcia. W każdym razie nie będzie to za naszą aprobatą.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - A pamiętasz, jak w głównym wydaniu "Wiadomości" pokazano materiał pt. "Przystanek śmierć"? Czemu się nie obrażasz na telewizję?

JERZY OWSIAK: - Bo ja się w ogóle nie obrażam. Mówię wam spokojnie: ten teren jest wynajmowany przez Fundację Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Mamy prawo wam odmówić?

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Macie.

JERZY OWSIAK: - No to o czym dyskutujemy? Odmawiamy. Odmawiamy, bo jest zima.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Zróbmy coś, żeby było lato.

JERZY OWSIAK: - Nie jesteśmy zainteresowani. Nawet w zeszłym roku nie mogliśmy się od was doprosić listy osób, które przyjeżdżają. Krisznowcy dają listę, sprzedawcy piwa dają, a wy nie.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Ale to są sprawy szczegółowe, które można dograć.

JERZY OWSIAK: - Andrzej, my tu sobie możemy rozmawiać, bo my jesteśmy ludźmi, którzy się dogadają. Ale potem pojedziemy do Żar i będą te same kłopoty. Podkreślam: nie chodzi o ideologię, chodzi o problemy organizacyjne. Poza tym: dlaczego nie jeździcie na inne imprezy? Np. na "Piknik Country" do Mrągowa, gdzie ludzie kąpią się w gorzałce? Na waszej stronie internetowej było kiedyś napisane, że "Przystanek Jezus" powstał jako odpowiedź na "Przystanek Woodstock"...

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Odpowiem przewrotnie: przyjeżdżamy na "Przystanek Woodstock", bo sam nas zaprosiłeś. Mówiłeś wielokrotnie, że powinien tam być Kościół, bo są tam ludzie, którzy mają różne zakręty życiowe. Że powinni być z nimi księża, przypatrzeć się, pogadać, a może i pomóc.

JERZY OWSIAK: - A jak prosiłem Kurię Gorzowską, żeby odprawiono tam Mszę, to odmówiła.
KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - A ile lat temu to było? Widzę, że jesteś przeciwnikiem "grubej kreski". Nie jesteś w stanie powiedzieć: było, minęło, zacznijmy od nowa...

JERZY OWSIAK: - Przeciwnie; sukces Fundacji polega na tym, że nie oglądamy się ciągle za siebie. Ale wszedłem teraz na waszą stronę internetową i co czytam? ""Przystanek Jezus" odbędzie się w Żarach, w dniach 28 lipca-2 sierpnia". O tym, że to jest przybudówka do "Przystanku Woodstock", nie ma ani słowa. Czy nie byłoby elegancko, gdybyście napisali: "Jesteśmy tam, ponieważ "Przystanek Woodstock" nas zaprosił, Orkiestra zorganizowała, a my dostaliśmy swoją działkę". Zależy nam na tym choćby ze względów marketingowych.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Nie ma sprawy, możemy coś takiego dopisać.

JERZY OWSIAK: - Wytłumacz mi, jak to jest: przyjeżdżają na Woodstock młodzi księża, jesteśmy z nimi na "ty", rozumiemy się. Ale są ludzie, którzy ciągną za sznurki u góry, wykorzystują ich pracę, i już z góry wiedzą, jak ocenić to, co się wydarzy. "Przystanek" będzie za miesiąc, a oni już wiedzą. Pamiętasz wypowiedź prymasa Glempa sprzed dwóch lat? "Przystanek błoto"...

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Nie mogę odpowiadać za wszystko, co się pisze i mówi o "Przystanku Woodstock" w Kościele. Poza tym sugerujesz, że są naciski z góry. Słowo daję, że nie ma.

JERZY OWSIAK: - Miałem spotkanie na KUL-u, gdzie jeden z księży żalił mi się, że był na "Przystanku" i słyszał same "fucki". Mówię mu: "I się z tym licz, bo wybrałeś takie powołanie. Jak ci będzie za dobrze, to raczej ci nie wróżę powodzenia w niebie. Jeżeli przyjeżdżasz, dokonujesz wyboru - tak samo, jak jedziesz do Ghany czy Kongo. Jak będziesz "spadochroniarzem", to cię zjedzą w ciągu minuty". A, moim zdaniem, na "Przystanku Jezus" jest za dużo spadochroniarzy, trzymających się w grupie i bojących się ludzi. Ja Was po prostu nie widzę. Raz na jakiś czas zapraszacie na kanapki, ale to za mało. Wyjdźcie do nich, nie bójcie się.

Inna sprawa: ludzie piszą do nas dziesiątki maili. Proszą, żeby była pralnia, bankomat, ale nie proszą o "Przystanek Jezus". Bo wiedzą, że nic się u was nie dzieje.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - A ile razy u nas byłeś?

JERZY OWSIAK: - Non stop tam jeździłem.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Non stop to ja tam mieszkałem, i jakoś cię nie widziałem.

JERZY OWSIAK: - Jak stawialiście namiot, pytałem, czy potrzebujecie pomocy. "Nie, nie, nic nam nie trzeba". Ludzie z Pokojowego Patrolu, którzy pilnują porządku, skarżyli mi się: "słuchaj, wyprosili nas, bo mieli Mszę". Krisznowcy nigdy nie wypraszają.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Na pewno nikogo nie wypraszaliśmy. Natomiast, sorry, liturgia, Msza Święta ma swoje prawa. Jeżeli ktoś wchodzi z papierosem, trzeba zwrócić mu uwagę.

JERZY OWSIAK: - Przecież wiem o tym. Ale cały czas chodzi o kwestię zimy. O to, że ci, którzy przychodzą z zewnątrz, czują się u was nieswojo. "Przystanek Jezus" dystansuje się od samego początku i reszta to wyczuwa.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Tak niewątpliwie było przed laty. Od 1998 roku, kiedy byliśmy na "Przystanku" po raz pierwszy, myśmy się też dużo nauczyli.

Mówisz, że nas nie widać... Są różne poziomy bycia widocznym. Wiesz, ile tam się odbywa spowiedzi? Czego jeszcze spektakularnego się spodziewasz?

JERZY OWSIAK: - Spowiedzi rozumiem. Ale moglibyście jeszcze np. posprzątać śmieci...

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Czyli mamy być od sprzątania?

JERZY OWSIAK: - Chodzi o to, żebyśmy czasem mogli poprosić Was o pomoc i nie bali się jakiejś urazy.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Na pewno podczas poprzednich "Przystanków" popełniliśmy wiele błędów. Dziś wiem, że błędem była oddzielna scena, ogrodzenie, namiot, ale te doświadczenia mamy już za sobą. W 1999 roku, kiedy zbudowaliśmy oddzielną scenę, niewątpliwie mogło to wyglądać jak konfrontacja, mimo iż próbowaliśmy tłumaczyć, że konfrontacją nie jest. W 2000 roku naszej sceny już nie było, w 2001 po prostu pojawiliśmy się na placu. Wreszcie w 2002 roku podeszliśmy do sprawy tak, jak - wydaje mi się - należało. Ty jesteś gospodarzem, napisaliśmy do Ciebie oficjalne pismo, że chcemy mieć namiot, rozstawić się tu i tu. Dostaliśmy zgodę, byliśmy cały czas w kontakcie, podczas imprezy nie wyczuwałem żadnych napięć. Ewangelizatorzy byli wśród ludzi, gadali, słuchali, mieszkali z nimi. To wszystko, co mieli tam do zrobienia.

JERZY OWSIAK: - Zlądujmy jeszcze raz na metę. "Przystanek Woodstock" wymyśliła Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Jako organizatorzy wzięliśmy na siebie ogromne ryzyko, nawet więzienia, jeśli dojdzie do jakiejś tragedii. Wzięliśmy na siebie duże koszty, żeby ludziom stworzyć całe zaplecze. "Przystanek Jezus" wszedł w to z butami i ludzie mu to pamiętają.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Ludzie pamiętają, czy Ty pamiętasz?

JERZY OWSIAK: - No trudno, żebym nie pamiętał, skoro za wszystko odpowiadam i na moich plecach to się odbywa.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - I będziemy płacić frycowe do końca życia?

JERZY OWSIAK: - No pewnie, że tak.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - I nie możemy się poprawić? Dostarczyć listy uczestników, odciąć się od tego, co piszą media"?

JERZY OWSIAK: - Nie stawiaj sprawy w ten sposób, bo za chwilę zacznę się czuć winny. A my obaj ponosimy odpowiedzialność: Ty za to, że na "Przystanek Jezus" przyjeżdżają nieprzygotowani ludzie. Zakonnice, które podziwiam, które siedziały kilka lat w klasztornej celi, piszą potem, że widziały przedsionek piekła. Nie wiedzą, że czasem trzeba jakiemuś koleżce powiedzieć: "stary, zamknij się, bo cię pierdolnę, jak będziesz rozrabiał".

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Ale zakonnice są zachwycone tym, co mogą robić na "Przystanku"! I żadnej się nie stała krzywda. Przyjeżdżają, jest ich coraz więcej, i są zadowolone.

Może to jest tak, że mnie, jako księdza, interesują zupełnie inne doświadczenia i inne sukcesy niż Ciebie? Nie chodzi o masowe duszpasterstwo, chodzi o pojedyncze rozmowy. One nie są łatwe, często obrywamy za innych księży. Ale może po to właśnie jesteśmy, żeby móc tego wysłuchać?

JERZY OWSIAK: - Na "Woodstock" przyjeżdża dużo pokręconych, z którymi nie jest łatwa rozmowa. Powiesz im "Jezus żyje", spytają "z kim"?

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Nie mamy o to żalu.

JERZY OWSIAK: - Szanuję Cię, bo normalnie się z Tobą gada... A nie masz wrażenia, że jesteście w bardzo trudnej sytuacji przy takich notowaniach polskiego Kościoła, przy tym całym upolitycznieniu? Przyjeżdżacie do ludzi, którzy to widzą i którzy dzielą świat na czarny i biały, bez kolorów pośrednich. Dlaczego nas nie zapytaliście np. o radę, czy księża nie powinni być po cywilu? Policjanci pytają...

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Wiemy, że jesteśmy w trudnej sytuacji. Dlatego naszym celem nie jest nawracanie (to zresztą słowo niepoprawne teologicznie, bo człowiek nawraca się sam), tylko danie obrazu innego Kościoła. Ludzie mówią: wreszcie widzimy księży, którzy nie są pozamykani na plebaniach; którzy się nas nie boją. Widzą normalnego kapłana, uśmiechniętą zakonnicę. Widzą Kościół, który się bawi, który z nimi rozmawia, który jest przyjazny człowiekowi. "Przystanek Woodstock" jest świetnym miejscem, gdzie Kościół uczy się młodzieży. Bo zanim młodzież nauczy się Kościoła, Kościół musi nauczyć się młodzieży. Dla młodych księży, kleryków, którzy nieraz żyją w świecie zamkniętym, to zderzenie z rzeczywistością może być szokiem. Ale szokiem zbawiennym: prostuje ich i uczy życia.

JERZY OWSIAK: - Czyli jednak poligon?

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - A jak się można uczyć młodzieży inaczej niż będąc z nią?

JERZY OWSIAK: - Na pewno nie puszczając do niej oko i grając swojaków, bo ludzie czują, że to wysilone. I na pewno nie traktując ją z góry, z nastawieniem, że przyjeżdżacie pomóc tym gorszym i brudnym.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Gralibyśmy swojaków, gdybyśmy zdjęli sutanny, co nam radzisz. Co się zaś tyczy traktowania z góry: gdybyśmy to robili, ludzie kazaliby nam spadać. I mieliby rację. Ewangelizatorzy doskonale wiedzą, że są tacy sami jak wszyscy inni. Też mają swoje zakręty, swoje życiowe smrody. Na organizowanych przed "Przystankiem" rekolekcjach w Kunicach biskup Edward Dajczak mówi: "Pamiętajcie, że idziecie do ludzi z pełnym szacunkiem, a nie lepsi do gorszych. Jedyne, co może was odróżnia, to fakt, że Pan Bóg was znalazł. Tamtych może jeszcze nie znalazł. I idziecie po to, żeby im powiedzieć, że jeszcze może ich znaleźć". To jest wszystko. Nie ma żadnego my-wy.

JERZY OWSIAK: - A ja po tysiącach rozmów z ludźmi mówię, że jest my-wy. "Mnie ktoś wybrał, i ja teraz spróbuję wyciągnąć cię na mój poziom".

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Przecież widzę, jak oni się razem bawią, modlą,jedzą, spowiadają, a jak trzeba - dają się wytarzać w błocie.

JERZY OWSIAK: - Jest też inne pytanie. Przecież ludzie, którzy przyjeżdżają, mają swoje miasta, swoich proboszczów, swoje rodziny, często bezrobotne. Tam jest problem i tam im trzeba pomóc, a nie na festiwalu, gdzie przyjechali o wszystkim zapomnieć.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Ale oni są najbardziej chłonni właśnie na festiwalu. Wszyscy są razem, czują się bezpiecznie, nie mają żadnej bariery na widok księdza. U siebie nigdy by z nim nie porozmawiali. Podobnie zresztą, co mówię ze smutkiem, ksiądz na parafii też by do nich nie wyszedł.

JERZY OWSIAK: - Ludzie odbierają, że jesteście tam służbowo. Nie jedziecie pobawić się i przy okazji z kimś pogadać.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - A czy krisznowcy przyjeżdżają się bawić?

JERZY OWSIAK: - Oczywiście, że nie.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - To dlaczego do nas masz żal, że przyjeżdżamy robić swoją robotę, a do nich nie?

JERZY OWSIAK: - No, nie dogadamy się. Powtórzę: zaszłości, nie zaszłości, nie chcemy Was jako organizacji "Przystanek Jezus". Nie chcemy, żebyście rozstawiali duży namiot, budowali scenę. Ale przecież nie zabraniam Wam przyjechać i rozbić namioty na polu. A może właśnie potrzebujecie trochę pokory, zagryzienia zębów i przełknięcia gorzkiej pigułki? Jeżeli jesteście tacy wspaniali i tyle chcecie zrobić, to przyjdźcie po cichutku i róbcie swoje. To jest teren otwarty. Nie stanę i nie powiem: wynoście się, nawet jak przyjdzie 1800 księży.

KS. ANDRZEJ DRAGUŁA: - Boję się, że media znowu przyjadą i będą się doszukiwały tematu... Ale przyjedziemy i będziemy robić swoje. Przyjedziemy na rekolekcje do Kunic, a potem rozbijemy się na polu, bez wielkiego namiotu, bez transparentu. Na Twoich warunkach. Ale przecież w zeszłym roku już spełniliśmy wszystkie Twoje warunki!

JERZY OWSIAK: - Powiedzmy, że w tym roku odbiła mi palma.

Tygodnik Powszechny nr 28/2003





"Nie będzie Jezus pluł nam w twarz"
- artykuł Stanisława Michalkiewicza
Wysłane poniedziałek, 28, lipca 2003 przez Krzysztof Pawlak

W koszmarnych czasach sanacji Słonimski z Tuwimem napisali skecz o procesie cyrkowców. Sąd przesłuchiwał słynnego fakira.
- Jak się świadek nazywa?
- Jestem Ben Buja Nago Bramaputra - odezwał się świadek grobowym głosem.
- Stawiałem horoskopy i zdrowoskopy na dworze króla Wigwama Starego.
- Tylko bez takich żartów, bo ukarzę świadka grzywną - odezwał się sędzia.
- Nazwisko i imię? - Myrdzik Antoni, Solec - odparł spokorniały świadek.

Podobnie wyglądały buńczuczne zapowiedzi niektórych polskich purpuratów przed referendum, jak to zamierzają nawracać Europę. Tymczasem kiedy we władysławowskim porcie pojawił się holenderski holownik z kilkoma pełnymi tupetu damami, jakoś nie zauważyliśmy, by nasi bohaterowie wypróbowali siłę swej perswazji w bezpośredniej konfrontacji na nabrzeżu. A przecież trudno wyobrazić sobie lepszą okazję do nawracania. No, może jeszcze berlińska "Parada Miłości". Ale czym innym jest pięknie mówić o św. Wojciechu, a czym innym - pójść w jego ślady. Tutaj jakoś nie widać amatorów. Więc jakże będzie z tym nawracaniem Europy?

Nie zapowiada się ono specjalnie dynamicznie, o czym świadczy rozmowa, jaką na łamach "Tygodnika Powszechnego" przeprowadził pan Jerzy Owsiak z ks. Andrzejem Dragułą. Powodem rozmowy jest konflikt, jaki wytworzył się między "Przystankiem Woodstock" pana Owsiaka a "Przystankiem Jezus" ks. Draguły. "Organizacja ťPrzystanka JezusŤ nie spełnia naszych oczekiwań, dlatego Fundacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy postanowiła w tym roku odrzucić jej prośbę o zgodę na przyjazd do Żar" - powiedział pan Jerzy Owsiak. No proszę; ponieważ "nie spełnia oczekiwań", to pan Owsiak "odrzuca". To jasne, ale dlaczego właściwie organizacja "Przystanek Jezus" uznała, że musi prosić o zgodę na przyjazd do Żar akurat pana Owsiaka i jego Fundację? To jakaś zagadkowa sprawa, bo np. art. 52 konstytucji powiada, że "każdemu" zapewnia się wolność poruszania się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej oraz wyboru miejsca zamieszkania i pobytu, a ust. 3 tego artykułu stanowi, że wolności te mogą podlegać ograniczeniom określonym "w ustawie". To znaczy, że tylko takim ograniczeniom, który "w ustawie" zostały wyraźnie przedstawione, ponieważ zgodnie z zasadami jurysprudencji, każde takie ograniczenie ma charakter wyjątku od zasady, a wyjątków nie należy interpretować rozszerzająco. Skoro tedy konstytucja zapewnia swobodę poruszania się po całym terytorium Rzeczypospolitej, a także wyboru pobytu "każdemu", to rozumiem, że i organizacji "Przystanek Jezus". Krótko mówiąc, jeśli do Żar przyjeżdża pan Jerzy Owsiak ze swoimi zasrańcami, to czyni to w ramach tej samej konstytucyjnej swobody, która przysługuje również ks. Dragule. Konstytucja bowiem w art. 32 formułuje zasadę równości wszystkich wobec prawa, czyniąc pewne odstępstwa jedynie wobec mniejszości narodowych. Gdyby nawet uznać pana Owsiaka za taką mniejszość, to nawet i w tym przypadku nie mógłby on uzależniać prawa "Przystanku Jezus" do przybycia do Żar od swojej zgody, ponieważ art. 31. konstytucji stanowi, że "nikogo nie wolno zmuszać do czynienia tego, czego prawo mu nie nakazuje". A czy jakieś prawo nakazuje komukolwiek uzyskanie zgody pana Owsiaka na poruszanie się po terytorium Rzeczypospolitej Polskiej? Nic o tym nie wiem i obawiam się, że taka ustawa (bo musiałaby to być ustawa) nie została uchwalona. A skoro tak, to mamy oto do czynienia z niewyjaśnionym przypadkiem: ks. Andrzej Draguła dlaczegoś traktuje pana Jerzego Owsiaka jako przedstawiciela władzy, a pan Owsiak przyjmuje to jako rzecz oczywistą.

Gdyby chodziło tylko o wymiar administracyjny czy nawet polityczny, to można by jeszcze to zrozumieć. Obecnie panuje w Polsce taki burdel i serdel, że nie wiadomo, czy rządzi SLD, czy jakaś banda tym bardziej, że różnice, które na pewno są, nie są tak łatwo uchwytne. W końcu nie tylko ja, skromny felietonista, ale cała sejmowa Komisja Śledcza przez kilka miesięcy nie może odpowiedzieć na pytanie, jaka właściwie grupa trzyma w Polsce władzę: czy "Chamy", czy "Żydy", czy jeszcze ktoś inny. Skoro tak, to nie byłoby niczym dziwnym, gdyby i ks. Draguła w tym zamieszaniu uznał za dyktatora Polski pana Owsiaka. Pourquoi pas; przecież rządowa telewizja nadyma go co najmniej tak samo intensywnie, jak pana Leszka Millera. Jeśli tedy mówię, że sprawa jest zagadkowa to dlatego, że ks. Draguła traktuje pana Owsiaka również jako swego zwierzchnika duchowego! Pan Owsiak czyni mu wyrzuty, że "nie akceptujecie naszej filozofii", która jest prosta: "miłość, przyjaźń, muzyka". Osobiście nie jestem co prawda pewien, czy pan Owsiak mówiąc o "miłości" nie ma na myśli spółkowania uniwersalnopłciowego, ale mniejsza o to, bo ks. Draguła wyjaśnia pokornie, że żadnych "filozoficznych" kontrowersji nie ma i być nie może: "w 2002 roku podeszliśmy do sprawy tak, jak należało. Ty jesteś gospodarzem, napisaliśmy do Ciebie oficjalne pismo. Dostaliśmy zgodę, byliśmy cały czas w kontakcie, podczas imprezy nie wyczuwałem żadnych napięć. I nie możemy się poprawić?" Najwyraźniej nieustępliwość pana Owsiaka jest zagadkowa również i dla księdza Draguły. Najwyraźniej nie przychodzi mu do głowy, że nieugięta postawa pana Owsiaka może brać się po pierwsze z referendum, które przesądziło o Anschlussie, po drugie - z projektu konstytucji Unii Europejskiej, z którego wyraźnie wynika, że na żadnego Jezusa koncesji tam nie będzie i po trzecie - że i SLD, czy jaka grupa akurat trzyma u nas władzę, też na Jezusa forsy i darmowej reklamy w telewizji dawać nie będzie. Krótko mówiąc, wygląda na to, że pan Owsiak już wie, z jakiego klucza wypada mu śpiewać na Przystanku Woodstock, a ks. Draguła jeszcze nie.

No i co teraz będzie? Może JE abp Józef Życiński albo JE bp Tadeusz Pieronek, którzy przed referendum objawiali największą zapamiętałość do nawracania Europy, spróbują jakoś nawrócić pana Jerzego Owsiaka? Zanim przystąpimy do intensywnego nawracania Europy, np. holenderskich feministek czy belgijskich pederastów, może by najpierw potrenować trochę na tubylcach? Pan Owsiak świetnie się do tego nadaje; o ile wiem, nie jest Żydem, bo wtedy oczywiście wszelkie nawracanie byłoby zabronione. Jest tylko "Europejczykiem", podobnie jak pani Górniak i pan prezydent Kwaśniewski. Szansa jest, bo pan red. Lizut w "Gazecie Wyborczej" nie wyklucza, że "może Owsiak jeszcze zmieni zdanie". To by znaczyło, że i pan red. Michnik na tym etapie jeszcze Jezusa dopuszcza i toleruje, a w każdym razie próby nawracania pana Owsiaka nie ukarze anatemą. Periculum in mora!

Może to i lepiej, że brakuje tej niepotrzebnej zgody, bo przy takiej filozofii ks. Draguły, jeszcze kilka lat i jego "Jezus" zmieniłby się w Owsiaka...


Stanisław Michalkiewicz


Jerzy Owsiak do góry nogami
fragment wywiadu
Machina
marzec 1998 - str. 114
Anna Bimer: Walisz we wszystkich możliwych kierunkach. A czy muzycy Świątecznej są święci? Dlaczego nie grasz już np. z Voo Voo?
Jurek Owsiak: Pierwsza Orkiestra to było coś niebywałego, spontan. Ale już przy drugim finale zaczęło się szukanie dziury w całym. I czytam wtedy właśnie wypowiedź mojego kumpla, Wojtka Waglewskiego, że na początku Orkiestra była autentycznym zrywem, a teraz to już jest stała pozycja w programie telewizyjnym. Nie komentowałem tego typu słów nigdy inaczej niż: nie chcesz - nie graj, ale nie mąć.


Czy zgadzasz się?
tak
częściowo tak
nie mam zdania
raczej nie
absolutnie nie
[ zobacz wyniki ] [ poprzednie sondy ]
Dziękuję za wszelkie opinie i głosy. Piszcie gdzie nie mam racji gdzie się myle. Piszcie o inicjatywach, o przekretach o czym chcecie. Ja sam uwielbiam piwo i koncerty. Nie jestem z marsa. Acha Rydzyka też nie lubie więc odpuście sobie jakieś domysły ;)

Zajrzyj do mojej księgi gości
Dopisz się do mojej księgi gości

JURUŚ NA PRZYSTANKU WOODSTOK
na stronie jestes: osobą